Wracaj już do Nas! My za Tobą bardzo tęsknimy!

Minął zaledwie tydzień i 3 dni jak Grzesiek pojechał za granicę, a mi się czas dłuży... Wydaje mi się, że od czasu wyjazdu minął miesiąc. A to dopiero tydzień! Mógłby już wrócić! Do Nas. 

Rozumiem, to że życie kosztuje. Że pieniądze są potrzebne. Że czasami trzeba pocierpieć, żeby coś osiągnąć. Ale ja nie chce! Nie chce, żeby Jaś wychowywał się po części bez ojca. On jest potrzebny. I to bardzo.

Kiedyś czytałam książkę czego uczą ojcowie, a czego uczą matki. Tatusie uczą wytrwałości, męstwa, siły. Mamy natomiast uczą czym jest uczucie, kultury, zachowanie w danej sytuacji. Oboje rodzice oczywiście uzupełniają się nawzajem.

Zapomniałam dodać, że tatuś Jasia również uczy bałaganu :) Ciuchy, zabawki. Wszystko co pod ręką :) Tłumaczy, że robi specjalnie, żebym się nie nudziła... Yhhy ;D


Ale wróćmy do setna sprawy...
Ja wychowałam się bez ojca i wiem co to znaczy. Nie chciałabym, żeby jakiekolwiek dziecko cierpiało w ten sposób. Mi go zabrakło. Najbardziej go potrzebowałam jak byłam mała. Koleżanki i koledzy z klasy opisywali swoją rodzinę. Dziewczyny opisywały swoje relacje z Ojcami, a chłopaki z Mamami. I jak myślicie? Co napisałam? Otóż bzdury. Wymyśliłam sobie ojca idealnego i marzyłam by takiego mieć. Może źle robiłam, ale w tamtym momencie o tym nie wiedziałam.

Chciałam mieć po prostu swojego Tatusia. I miałam. W głowie. W myślach.

Z czasem jednak zaczęłam czuć do niego nienawiść i wstręt. Ostatecznie na pytanie gdzie jest mój Ojciec odpowiadam, że dla mnie nie żyje :( Przykre. Wiem, że robię źle, ale zasłużył sobie.

Nie chce żeby Jaś przeżywał podobnie. Różnica tylko taka między Nami, że ja Ojca praktycznie nie miałam, a On go ma tylko rzadziej niż większość. Oczywiście nie krytykuje tych mam, które musiały lub były zmuszone odebrać dziecku Ojca. Są niektóre sytuacje, że właśnie taka opcja jest najlepsza.

Podziwiam je za to, że wychowują samotnie swoje maleństwo. Chociaż niektórzy myślą, że to nic trudnego. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam... Być samotną matką wychowującą dziecko to jest wyzwanie. Mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia pomimo, że wychowuje chwilowo tylko sama to zdążyłam się o tym przekonać!!! :) Podziwiam Was :) i pozdrawiam :)

A tu sobie tatuś z synkiem stoi :)






Zobacz podobne posty:

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Wiem, co przeżywasz. Mój mąż również jeździł na tirach przez ponad 5 lat. Przy pierwszym dziecku było cieżko ale przy drugim to dopiero zrobił się bałagan. Jedno płacze , drugie krzyczy. U nas zakończylo się tym, że zakończył swoją prace i znalazl tu w Polsce. Teraz jest juz o wiele mi lzej :) pozdrawiam

ps. Swietny blog :)