Termin porodu, a poród.

W tym poście chciałabym Wam opowiedzieć jak to było z moim porodem. Może któraś z Was spodziewa się dzidziusia, a nie do końca wie czy się bać, czy nie. Otóż powiem tak: Bać się nie ma czego i tak już nas to nie ominie, a dodatkowy stres może jeszcze zaszkodzić. A zatem głowa do góry będzie dobrze :) Heh no w sumie to łatwo powiedzieć, ale naprawdę tak będzie :) Nie martwcie się jeśli będzie po terminie, a Wasz skarb nie będzie chciał wychodzić.


Miałam 3 terminy i każdy inny ;) Według USG: 29/30 maj, według lekarza: 3 czerwiec i ten ostatni według położnej: 7 czerwiec. 


No i pielęgniarka zgadła ;) Kiedy lekarz skierował mnie do szpitala, ponieważ dłużej niż 3 dni po planowanym terminie ponoć nie można być w domu -byłam załamana. Nie chciałam do szpitala. Nienawidzę szpitali. Jest tam niesmaczne jedzenie. Większość ciągle leży w łóżku i czyta gazety. Nudzę się tam i to bardzooo. Niestety nie miałam innego wyjścia. 

Przyszłam do szpitala w piątek. I tak jak już pisałam tam sama nuda. Czekam i czekam, aż Jaś będzie chciał wyjść z brzuszka i... i nic. Tylko podłączali mi KTG i lekarze chodzili po wizytach. Aj no ale cóż. Jeszcze przyjmowała mnie taka wredna pielęgniarka. Była nieprzyjemna. 

W sobotę rano poszłyśmy (była jeszcze jedna pacjentka z terminem podobnym do mojego) na badanie USG. Lekarz jedyne co mi powiedział to, że musi mi podłączyć kroplówkę na wywołanie skurczy -Oksytocynę. No ok. Tylko co to jest i dlaczego mam ją mieć podłączoną? Brak odpowiedzi.

 Kroplówka leciała bardzo, bardzo powoli, a położna kazała mi dużo chodzić. Ale to dobrze lubię spacerować. Szkoda tylko, że musiałam spacerować po szpitalu. Chodziłam po korytarzu i miałam możliwość pójścia na salę porodową poćwiczyć :) 

                                              Sala porodowa in Hrubieszów :)

Kiedy podłączyli mi KTG mały strasznie kopał :) Lubiłam to uczucie chociaż czasami to aż żebra mnie bolały -wrodzony piłkarz :) O godzinie 17 wstałam do wc bo strasznie mi się siku i chciało. Ja schodzę, a to szuu. WODY MI ODESZŁY!!! Jakby się z wiadra wylało. Wtedy dopiero zaczęłam się bać. Powiedziałam to położnej. Po 19 godzinie to już miałam takie skurcze, że wytrzymać nie mogłam. 
Modliłam się o to by już usiąść na fotel rodzenia i urodzić!

Jak miałam skurcze co 15 sekund to położna pozwoliła mi usiąść na fotel. Była wtedy 19:55. Jednak długo to nie potrwało. Poród jak dla mnie był mniej bolesny od skurczy. Zaledwie minęło 15 minut, a Jaś był już ze mną. Położna nawet pozwoliła mi przeciąć pępowinę! Super. Cały ból zniknął kiedy zobaczyłam swojego małego zakrwawionego kochanego synka! Pierwsze słowa jakie usłyszał ode mnie brzmiały tak:

"Witaj skarbie. Kocham Cię! <3 "

Przez 2 godziny po porodzie musiałam leżeć przy pielęgniarkach w razie "W" gdyby coś mi się działo. Kiedy zawieźli mnie na salę było już późno. Jaś dostał 9/10 pkt. w skali apgar. Ważył 3.540 gram i miał 56 cm. Miał czarne jak smoła włosy i oczy. Po godzinie 3 nad ranem poszłam się wykąpać. Szybko do siebie doszłam po porodzie. Oczywiście odczuwałam ból, ale już nie taki mocny. A to pierwsze zdjęcie małego Jasia. Sorki za jakość :)

godz.: 20.10      data: 7 czerwca 2014 r.



Zobacz podobne posty:

6 komentarzy:

kruczka pisze...

To jest sala porodowa w Hrubieszowie ? Jakoś sobie tego pomieszczenia nie kojarzę ;-)

Mama Jasia pisze...

To już jest sala po remoncie:) Po wejściu na porodówkę w lewo :) Tam są 3 sale. W tym jedna taka duża :) Pozdrawiam :)

kruczka pisze...

aha czaje ;) bo ja właśnie rodziłam w lipcu ale nawet tam dostępu nie miałam rodzilam na zwyklej malej sali nawet nie mialam jak zlagodzic ten bol porodowy jedyne co moglam tam robic to chodzic w ta i spowrotem no i jedna polozna dala propozycje ze moge isc pod prysznic ale nie skorzystałam z ich zasranej łaski ;)

Mama Jasia pisze...

Mi się udało trafić na miłą położną. Według mnie powinny być tylko miłe bo po takich wrednych się więcej rodzić nie chce :)

Anonimowy pisze...

Ja jeszcze nawet nie jestem w ciąży a co więcej jeszcze nie planuje nawet bo jeszcze chodzę do szkoły a boje się porodu i wgl czy dam radę zająć się dzieckiem. Aż odechciewa mi się planowania rodziny przez ten strach :(

Ania J. pisze...

Spokojnie na pewno dasz rade jak już się zdecydujesz:) Oby nie za późno ;) My kobiety jesteśmy stworzone do tego :D pozdrawiam