Ja+G= ♥ Czyli jak to się zaczeło ;)


No hejka wszystkim ;)
Dzisiaj opowiem Wam o tym jak poznaliśmy się z G. No więc...
Chodziłam jeszcze wtedy do szkoły (do I klasy technikum) i mieszkałam w bursie. Tam wszystko się zaczęło. Na lekcji w-f poszliśmy na siłownię, trener pokazywał Nam jak podnosi się ciężary i kazał Nam próbować. Kilka osób, które na jego oko wydawały się dobre w tym zapisywał. Spośród nich byłam również Ja!

Zaczęłam częściej przesiadywać na siłowni.Po szkole szybko szłam na obiad i zaraz potem na siłownię. Spodobało mi się to! A zwłaszcza, że tam byli również przystojni chłopcy... Ale nie, nie... Nie było tam G. Pewnie od razu o tym pomyśleliście, prawda?


G. nie podnosił ciężarów. Pracował w bursie. Był kierowcą bursowskich busów. 

Wróćmy jednak do siłowni. Moja koleżanka, która mieszkała ze mną w pokoju również zaczęła tam chodzić razem ze mną. Chodziłyśmy obie. Było Nam raźniej zwłaszcza, że od razu wszystkich nie poznałyśmy.

Nadszedł czas ferii, a w tym czasie co roku jest obóz sportowy.  Trener oznajmił Nam, że będziemy na obozie. W ostatniej chwili Malwina (koleżanka z pokoju) musiała zrezygnować z powodów osobistych :( 

Akurat wypadło tak, że był w Hrubieszowie. Szczerze to w ogóle się nie cieszyłam. Myślałam, że pojedziemy gdzieś. Będziemy mogli pozwiedzać. No chciałam tak troszkę tych luźnych ferii. A tu Hrubieszów. I na dodatek obóz był w BURSIE!!! Masakra.

Załamałam się. Do czasu. Do momentu kiedy nie zaczęliśmy go! 

Już na samym początku obozu wiedziałam, że nudno napewno nie będzie! Szaleliśmy! Na całego. Po nocach ganialiśmy po korytarzach i pokojach do trzeciej. Troszkę % też nikomu nie zaszkodziło :D
Najgorzej było rano wstać. O siódmej i na śniadanie. Odechciewało się. Jedynym marzeniem wtedy  było łóżko! 

No i najważniejsze. W bursie był remont! Młodzi mężczyźni kładli płytki na korytarzu... Iii? Zgadliście? Tak!! Był tam G. :) Też im pomagał. A my takie wredne byłyśmy i im przeszkadzaliśmy! Rozwalałyśmy  te takie białe krzyżyki pomiędzy płytkami :) Ale to nie wszystko. Muzyka grała na full, aby ich poddenerwować :) I jak wychodziłyśmy nastawiałyśmy replay aby ich troszkę przy nudzić jedną i tą samą nutką :) Megaaa fajnie :p

Oni się odgrywali na Nas. O 6.30 wiertarką pod drzwiami  nam hałasowali :D !!

Po obozie znów wszystko wróciło do normy. Szkoła, siłownia, bursa. Rutyna. Ale na 3 dzień pod bursą była niespodzianka! G. dał mi karteczkę małą i prostokątną. Powiedział: Nie czytaj teraz tylko dopiero jak odejdziesz... No to odeszłam 3 kroki i czytam: "Jeśli chcesz i masz ochotę się poznać -zadzwoń. Grzegorz Sz. 723******." Wow!! No szok. 

Po szkole nie było treningu i tak z nudów postanowiłam się odezwać :) W końcu On mi się też podobał. I się zaczęło. Pierwsza randka. Pocałunek. Motylki w brzuchu. I tak do dziś jesteśmy razem.
Były kłótnie, sprzeczki, ale zdecydowanie więcej pamiętam tym miłych, szalonych dni ♥♥♥ Koniec :)





Jak na 3 miesiąc (prawie 4) to jeszcze mocno nie było widać :)


Jak dobrze, że teraz jest już bez tej bródki :D


Zobacz podobne posty:

Brak komentarzy: