Bardzo łatwa, szybka, niedroga - a smaczna. Może nie jest jakaś wyszukana, ale mi smakuje ;) 


Składniki:

  • Por
  • 4 jajka
  • 100 g sera żółtego
  • Puszka kukurydzy konserwowej (bez niej sałatka też jest dobra)
  • Majonez
  • Sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Por myjemy i kroimy na 4 części (wzdłuż), a następnie w paski. Wrzucamy do gotującej się wody. Na małym ogniu  gotujemy około 4/5 minut. Odcedzamy, ostudzamy. Jajka - gotujemy na twardo. Kroimy na małe kosteczki. Ser żółty ścieramy na tartce lub kroimy w małą kostkę (według uznania). Wszystkie te składniki mieszamy ze sobą, dodajemy majonez i doprawiamy.
Smacznego ! :)







Prawie każdy przechodził kiedyś kryzys w związku. Według wstępnych statystyk:
 -  71 % osób w związku przechodziła kryzys w związku
 -  4 % osób w związku owego kryzysu nie przechodziła
 -  pozostałe 25 % się nie przyznaje do tego

Ja niestety jestem w grupie większości i przechodzę ten czas - TERAZ. W takim głupim momencie. Przyszedł sobie z niespodziewanie i nie chce sobie pójść! Beznadzieja.
Od kilku ładnych dni siedzi tylko w naszym związku i sobie z Nas - kpi .!

Czuję, że już mu się nie podobam (Chociaż wcale bym się nie zdziwiła jakby tak powiedział, ciąża zrobiła swoje. Rozstępy. Brzuch.Waga). Czuję, że się oddalamy. Nie mówimy sobie ostatnio słowa "kocham". To słowo przestanie istnieć w Naszym słowniku (Ale nie dla Jasia! Jemu powtarzamy, że Go kochamy. Tylko o sobie zapomnieliśmy.). :(( Nawet nie kochamy się tak często jak kiedyś!
Baaa...! Nawet nie ma 1/3 tego co było kiedyś! :(


Nie wiem co mam o tym myśleć... Ciągle się zastanawiam nad tym. Czy to jest jakiś znak, który ma na celu pokazanie Nam, że nie warto? Czy może to los wystawia na próbę naszą miłość? A może rutyna? Może to jej wina? :/

Obwinić można każdego. Mogę powiedzieć, że to jego wina bo nie dostałam od niego nigdy róży tylko zawsze jakiś prezencik na Walentynki, Dzień Kobiet, Urodziny itp. O tak !! Mogę się z nim jeszcze pokłócić o róże! A raczej o BRAK róży! Jeszcze tylko z tego powodu się nie kłóciliśmy, a czekajcie...
... kłóciliśmy się już o to.

Dzień Kobiet 2013 rok:
- Grzesiek?
- Tak?
- Dlaczego Ty mi nigdy kwiatka nie dałeś? Zwykłego kwiatka. Zamiast tych drogich perfum wolałabym jedną róże. Jedną, jedyną.
- Chciałem Ci kupić coś z czego się ucieszysz. Róża uschnie, a nie da się jej w doniczce trzymać.
- Z takiego zwykłego kwiatka też bym się cieszyła. Jak uschnie to uschnie.

Trzy dni później:
- Mam coś dla ciebie! Kwiatka!
- Naprawdę? Dziękuję!

I wiecie co wyciągnął z zza pleców? Kwiatka! W doniczce! Żeby nie usechł. Chciałam zwykłego kwiatka? To mam. Dostałam od Niego zamiast róży zwykłego kwiatka - w doniczce. Tyle dobrze, że jeszcze nie kaktus!
Ale mniejsza o to...

Teraz przechodzimy taki prawdziwy kryzys. Momentami to zastanawiam się czy nie odejść od G. i zostawić Go w pioruny jasne! Czasami mam naprawdę dość! Wku*wia mnie! Ostatnio nawet bardzo często. Jego teksty, zachowanie. Po prostu wszystko! A do tego Jego humorki czasami są gorsze niż kobiety w ciąży! Nie umiemy się dogadać.

Chociaż i ja nie jestem święta. Wiem, że też potrafię zdenerwować. I wiem, że On to samo może myśleć o mnie.

Ostatnio często błąka wiele myśli po mojej głowie. Mam kilka rozwiązań. Zacznę od najgorszych.

 Rozwiązanie nr. 1: Zostawię Go! Niech zobaczy, że beze mnie jest gorzej!

Taaa... Zatęsknię na pewno i sama wrócę. Chyba, że G. zrobi to pierwszy. A zresztą nie mam zamiaru pozbawić Jasia ojca tylko dlatego, że uciekłam i nie próbowałam niczego naprawić.


 Rozwiązanie nr. 2: Sprowadzę winę na jego stronę! Niech myśli, że ja jestem bezbronny                                               ptaszek!

O tak! A może jeszcze obarczę winą Mamę! Koniec końców to Ona mnie stworzyła. A najlepiej obarczę cały świat! Bo przecież gdyby nie On to by nikt nie istniał i nie było by ludzi, kryzysów. I tak w wieczność mogę wszystkich obwiniać! Ale co mi to da? W tym sęk. NIC!


Rozwiązanie nr. 3: Dajmy sobie przerwę...

Ale mamy dziecko! Nie możemy sobie pozwolić na przerwy! Bycie Mamą czy w przypadku G. - Tatą, też przewiemy? Na chwilę? By wszyscy odpoczęli? Nie da się przecież. Jesteśmy rodziną i musimy się wspierać, a nie w razie problemów - uciekać!


Rozwiązanie nr. 4: TO minie. Tylko porozmawiajmy o TYM co nas złości, denerwuje, niepokoi.

I to chyba najlepsze rozwiązanie. Każdy miewa gorsze dni. Ale warto rozmawiać. Może wtedy wszystkie problemy zniknął? Może chociaż trochę się zmniejszą? Na pewno. I wiecie co? Jutro spróbuję! Porozmawiam z Nim o TYM CZYMŚ.


A Wy jak sobie radziliście w takiej sytuacji? Przeżywaliście ją? Może mi coś doradzicie? :)
YYy no nie tak prosto. Ale to zależy, od nastroju, czasu, pogody, humoru, zmęczenia... W sumie to od wszystkiego. Powiem Wam, że Jaś jest od małego typowym facetem! Zakupy z Nim lepiej unikać. :)

Byliśmy ostatnio na zakupach (Ci co są na bieżąco wiedzą już o tym). Takich spożywczych w marketach. No, ale ja jak to kobieta muszę zajrzeć również do ubrań czy są jakieś ładne, ciekawe- a nie drogie. Może akurat jakaś dostawa, lub obniżka ceny. Niekoniecznie muszę kupować, ale wypada chociaż zobaczyć. :D

Ohh zapomniałam. Przecież z facetem to nie zakupy. A Jaś to jak wspomniałam wcześniej - TYPOWY FACET. Nie da nawet popatrzeć. Dwie minuty oglądania- już się wierci. Po pięciu- już słyszę jak zaczyna swoje "Eeee yhmmm eeee". A po dziesięciu minutach (O ILE UDA SIĘ MU TYLE WYTRZYMAĆ) - Krzyk, płacz. I wtedy z pośpiechem dziękujemy-do widzenia i pa pa.

W markecie spożywczym jest o wiele lepiej, ale nie idealnie. Chociaż tam troszkę dłużej wytrzymuje. Chwile się pobawi w wózku. Troszkę zje bułeczki (za którą oczywiście zapłacimy!). Przy kasie w kolejce troszkę się denerwuje... 

Takie to moje zakupy z Jasiem. :) Aj jak pomyślę, że miałabym z dwójką, lub trójką dzieci tak zakupy robić to bym chyba rady nie dała. Czasami mam ochotę powiedzieć, żeby sobie wyszedł jak mu się nie podoba, ale... hola! On jeszcze chodzić nie umie, więc jak ma wyjść? :)
Chociaż nawet jeśli by umiał to co z tego? Pewnie szybciej bym poleciała za Nim niż zdążyłby do drzwi dojść! :*

Za to jazda samochodem- jest jak najbardziej OK dla Niego. Można jeździć i jeździć, a On jeśli nie jest głodny to nawet nie burknie :) No może od czasu zamruczy swoje bruum bruum :* :*

Ps. Chyba ma to po tatusiu :*







______________________________________________________________

Fotelik samochodowy - Mothercare - 100 zł (nowe - 415 zł)
Komplet: Bluzka i ogrodniczki George - 35 zł

Wystarczy powiedzieć 4 słowa: Jasiu idziemy się kąpać! Już wtedy automatycznie robi się uśmieszek. Odgłos nalewającej się wody- uśmiech jeszcze większy. W momencie kiedy go rozbieram- agu gu gu ta ta ta ta gu ta ta...

Zabawy w wodzie polubił dopiero po powrocie do domu (w szpitalu mu się chyba nie podobało- bo tam krzyczał, płakał, ale jak chyba każde dziecko...).

Kąpać to On się lubi... i to BARDZO! Jakby mógł to przesiedział by tam całe swoje życie. Oczywiście kiedy byłaby możliwość jedzenia w wodzie :)

Ciepła woda, piana, kilka zabawek i mama w pobliżu. Czego trzeba więcej? NICZEGO! Dla Jasia to zdecydowanie wystarczy! Fika, chlapie, wstaje, śmieje się, gryzie zabawki.

Jest jednak jeden minus, a mianowicie...
Wiadomo, że kąpiel to nie tylko zabawa, ale i mycie. Kiedy zaczynam go myć- On nagle traci cierpliwość. Nienawidzi tego! A już nawet nie wspomnę o tym jak mu główkę muszę umyć. Jaki to wielki krzyk jest wtedy, chociaż tylko do momentu, aż nie skończę, później wszystko jest ok. Dalej zabawa, dalej uśmiech!

Ps. W łazience jakiego takiego ostrego światła nie ma to i zdjęcia nie najlepsze :/

Jestem bardzo ciekawa czy wszystkie dzieci mają "uczulenie" na mydło lub płyn? Czy to tylko Jaś tak wariuje? :) <3











Wszystko czego potrzebuje. A nie wszystko co zechce. Nie można przecież mieć wszystkiego o czym się tylko zamarzy. W życiu trzeba mieć jakieś cele, marzenia. A jakie on będzie miał marzenia, kiedy ja będę spełniała każdą jego zachciankę? ŻADNE!

Nie chodzi mi o to, że nie dostanie ode mnie nic, tylko o to, że musi znać umiar. Musi wiedzieć, że nie może mieć wszystkiego i, że na niektóre przyjemności trzeba sobie zasłużyć. :)

Nie chce go pozbawić marzeń. Każdy ich potrzebuje, a to także wpływa na jego rozwój. Jeśli Jaś dostanie wszystko co mu się przyśni to będzie myślał, że może mieć wszystko. Że "TO WSZYSTKO" mu się należy!

Przytoczę Wam pewną sytuację, w której NIGDY nie chcę się znaleźć.

Dziecko jest z rodzicami w sklepie. Zauważa bardzo drogą zabawkę, a ponieważ rodzice dotychczas kupowali co tylko mu się spodobało -chciało i tą. No ok. Patrzą na cenę i szok! Nie byli przygotowani na taki wydatek. Nie mieli przy sobie aż tyle pieniędzy by kupić zabawkę i potrzebne zakupy. Przecież nie każdy chodzi do sklepu z portfelem pełnym gotówki!
Próbują wytłumaczyć dziecku, że nie mają tyle pieniążków. Ale komu Oni to mówią? Dziecku, które wcześniej nie znało słowa "nie"? A mówcie sobie teraz co chcecie!
Dziecko siadło na podłodze w sklepie i krzyczy. Co robić?? Kupić, nie kupić?
Skończyło się to na tym, że musieli wyjść z dzieckiem na przymus. :)

Spaliłabym się chyba ze wstydu, jeśli Jaś zrobiłby coś takiego!! A w domu to chyba by miał szlaban do końca życia!

Dlatego właśnie nie chce, wychować go tak jak Ci rodzice. Nie gardzę nimi, nie oceniam. To ich dziecko i wychowują sobie je jak chcą. Ja pragnę dać mu wszystko czego potrzebuje, czyli miłość, poczucie bezpieczeństwa, bliskości, więzi, itp itd. :) TO PRZECIEŻ JEST NAJWAŻNIEJSZE!

Kiedyś dzieci cieszyły się jak dostały cukierka. Czekolada to już było wielkie COŚ! A teraz? Daj dziecku czekoladę to jeszcze Cię wyśmieje.

Jejuuu. Ten świat wariuje, albo po prostu ja jestem z innej planety...

Ps. Tak trochę z innej paki :) Byliśmy dzisiaj u mojej "starej" znajomej, a Jaś nie mógł się ode mnie odkleić. Przytulał się do mnie non stop. Czyżby zaczął się wstydzić??

Kilka dni temu pisałam Wam o tym, że moje życie mnie dołuje, że mam dość rutyny i tak dalej... Ale o tym czytajcie tutaj [KLIK]. Byłam wtedy troszkę zdołowana tym, że dzień w dzień muszę robić to samo.
Dzisiaj, po długim spacerze razem z synkiem zmieniłam swoje zdanie. To był zwykły spacer, a odmienił moje myślenie. Zmieniłam je dlatego, ponieważ gdy spacerowaliśmy spotkałam pewną Panią. Nie znałam jej i Ona mnie też nie.

Kiedy zobaczyła mnie z wózkiem uśmiechnęła się (odwzajemniłam uśmiech). Wstała, podeszła do wózka, pogłaskała Jasia, a to co mi powiedziała zapamiętam już do końca życia. Dało mi to wiele do myślenia.

Opowiedziała mi historię kobiety, która również miała dziecko. Która umarła 5 miesięcy po porodzie. Była zdrowa, rzadko chorowała, często się śmiała. Ona zajmowała się domem i dzieckiem, a mąż pracował. Kiedy wrócił z pracy usłyszał płacz dziecka i zobaczył jak jego żona leży na podłodze. Wezwał karetkę. Lekarz stwierdził zgon. Miała tylko 24 lata! Umarła niespodziewanie. Nawet sekcja zwłok nic nie wykazała.

Nie wiem dlaczego ta Pani opowiedziała tą historię właśnie mi. Może przypominałam ją. Może na widok matki z wózkiem przypomniała sobie tą historię. A może po prostu chciała z kimś porozmawiać? Nie mam pojęcia. Ale dziękuję jej za to! :)

Wiem jedno! Ta Pani uświadomiła mi to, że tak naprawdę nikt nie zna daty swojej śmierci. Nikt nie wie, czy dożyje jutra. Dlatego właśnie powinniśmy żyć pełnią życia.

Dopiero wtedy stwierdziłam, że życie to jedna wielka niewiadoma. To taki X w równaniu. Obiecałam sobie, że od dzisiaj koniec narzekania, marudzenia. Trzeba się cieszyć życiem mimo wszelkich niedogodzeń. Trzeba korzystać z życia tyle ile się da!! Spełniać swoje marzenia i cele w życiu. Cieszyć się tym co mamy, bo za chwilę możemy to stracić. Ale pamiętajcie: NIGDY po trupach do celu! :)

 







Piękna piosenka Pani Urszuli Sipińskiej. Bardzo znana i często grana na weselach jako podziękowanie dla rodziców. Chciałabym ją nawiązać do dzisiejszego postu dotyczącego relacji między rodzicem, a dzieckiem. Powiem szczerze, że chciałabym, żeby moje dziecko powiedziało: Cudownych rodziców mam. Przyjaciółmi moimi są. To jest taka nagroda dla rodzica gdy usłyszą te słowa!

Nie jest łatwo wychować dziecko. Łatwiej jest być dobrym jak i czasami surowym rodzicem. Ciężej jest połączyć właśnie takiego rodzica z przyjacielem. Jednak ja postaram się podołać temu wyzwaniu.

Jak zapewne większość z Was nie chce, aby moje dziecko w przyszłości mówiło, że ma złą matkę.

Słysząc jak młodzież w dzisiejszych czasach wyraża się o swoich rodzicach to w głowie mi się przewraca. Jak można swoją mamę nazywać "MOJA STARA"? Jakby nie było to jest MAMA i powinniśmy mieć trochę szacunku do niej. Chociaż trochę!

Ja nigdy o swojej mamie tak nie powiedziałam i również nie chciałabym by moje dziecko nazywało mnie "MOJA STARA"!

Moim zdaniem to jak dziecko zostanie wychowane zależy w pierwszych latach jego życia. Później może być już za późno. Dziecko idzie do szkoły, spotyka swoich rówieśników i nie tylko. Nie chce być gorsze. Nie chce być "WYRZUTKIEM" przez co stara się im dorównać.

To nie towarzystwo zależy jakim będzie człowiekiem. Jeśli od dziecka będziemy mu wpajali różne wartości. Coś na pewno zostanie w głowie. To jakim będzie człowiekiem zależy nie tylko od towarzystwa w jakiem będzie się znajdował, ale również od Nas. Od tego jak go wychowamy i jaką będzie miał atmosferę w domu.






Tak właśnie. Jaś ma katarek. I z czego? Od kogo go złapał? Nawet nie wiem... Chociaż ostatnio cały czas słyszę, że tej ma katar, tamtej ma katar- może to taka pora? A może przez zmianę pogody? Raz ciepło na dworze- a raz lekki przymrozek.

A wiecie co jest najgorsze? Że moje dziecko nienawidzi jak wyciąga mu się kózki z nosa. A muszę to robić, bo przecież nie będzie siedział z zatkanym nosem. Na widok chusteczki czy gruszki automatycznie się zaczyna wiercić... A wyobraźcie sobie co jest przy oczyszczania noska! Jeden wielki wrzask!
No i tak jest! Według mnie. Temat który chciałabym dzisiaj z Wami poruszyć dotyczy codziennych czynności -czyli tzw. RUTYNA! Mam szczerze jej dość! Wyżera mnie od środka.

Kiedyś obiecałam sobie, że nigdy nie zostanę "kurą domową" i dalej się tego trzymam. Nie mam zamiaru wiecznie siedzieć w domu (nie liczę spacerów z Jasiem czy wypadów do sklepu miejscowego po zakupy). Jedynyna moja rozrywka to blog. 

Ruszyła akcja Testujemy z Canpol Babies- jest to program na stronie Canpol Babies, w którym jest można zorganizować konkurs dla swoim czytelników, lub zgłosić się do testowania produktu. 

Przyłączyłam się do tego programu, ponieważ będę miała szansę zorganizować Wam konkurs, lub samej przetestować ten produkt.
Jeśli również macie bloga zapraszam Was do udziału w tej akcji ;)

Ciężarne nie mają lekko. I to nie z powodu samej ciąży, ale z powodu dosięgających ich ze wszystkich stron przesądów. Niby nie wierzymy, ale ziarenko lęku może zostać zasiane. Przynajmniej ja tak miałam. Nie wierze w to -a jednak uważałam.

Dziś o życiu prenatalnym dziecka i samej ciąży wiemy bardzo dużo. Dzięki badaniom i internecie możemy się dowiedzieć nawet jak w danym tygodniu powinno wyglądać dziecko. ;)

Jednak nasze babcie i kobiety żyjące i rodzące przed naszym pokoleniem nie miały takich możliwości. Stworzyły więc cały system zakazów i nakazów dla ciężarnych, które miały ustrzec ich dzieci przed nieszczęściem. Do dzisiaj wiele zabobonów przetrwało.
O tak!!! 
Chce i to bardzo! Kiedyś do siłowni mnie samą ciągnęło. Dzisiaj też, ale już trochę mniej. Ale nadal chce tam wrócić. Chociaż na chwile. Dlaczego? By potrenować i dać sobie tak w kość. Chce tak poćwiczyć, żeby następnego dnia nie móc wstać z łóżka! Półtorej roku przerwy wystarczy!!
A zresztą to dzięki obozowi poznałam G. :* Ale o tym czytaj tutaj [KLIK]

Cudowne uczucie jest wiedzieć, że dałaś z siebie wszystko co mogłaś. Super było jeździć na za zawody i zdobywać medale, dyplomy, nagrody :) I love it! :*

No hejka wszystkim ;)
Dzisiaj opowiem Wam o tym jak poznaliśmy się z G. No więc...
Chodziłam jeszcze wtedy do szkoły (do I klasy technikum) i mieszkałam w bursie. Tam wszystko się zaczęło. Na lekcji w-f poszliśmy na siłownię, trener pokazywał Nam jak podnosi się ciężary i kazał Nam próbować. Kilka osób, które na jego oko wydawały się dobre w tym zapisywał. Spośród nich byłam również Ja!

Zaczęłam częściej przesiadywać na siłowni.Po szkole szybko szłam na obiad i zaraz potem na siłownię. Spodobało mi się to! A zwłaszcza, że tam byli również przystojni chłopcy... Ale nie, nie... Nie było tam G. Pewnie od razu o tym pomyśleliście, prawda?
Nadeszła ta chwila, nadszedł ten czas. Trzeba wziąć się za siebie! Każdy ma coś w sobie czego nie akceptuje. Ja też mam. Nawet dużo takich rzeczy, ale powoli z tym walczę! 

Tym razem mam na myśli cellulit - brutal jeden, który się pojawia gdzie chce. Przychodzi sobie do naszego kochanego ciałka i... sobie jest ;( Ja już mam sposób na niego :D Zniszczę go! 
A dzięki Bio-Oil postaram się zniszczyć również rozstępy (to takie małe wredne robaczki na brzuchu).

No, a tak teraz na poważnie. 
Minął zaledwie tydzień i 3 dni jak Grzesiek pojechał za granicę, a mi się czas dłuży... Wydaje mi się, że od czasu wyjazdu minął miesiąc. A to dopiero tydzień! Mógłby już wrócić! Do Nas. 

Rozumiem, to że życie kosztuje. Że pieniądze są potrzebne. Że czasami trzeba pocierpieć, żeby coś osiągnąć. Ale ja nie chce! Nie chce, żeby Jaś wychowywał się po części bez ojca. On jest potrzebny. I to bardzo.

Kiedyś czytałam książkę czego uczą ojcowie, a czego uczą matki. Tatusie uczą wytrwałości, męstwa, siły. Mamy natomiast uczą czym jest uczucie, kultury, zachowanie w danej sytuacji. Oboje rodzice oczywiście uzupełniają się nawzajem.