Kryzys w związku. Co robić?

Prawie każdy przechodził kiedyś kryzys w związku. Według wstępnych statystyk:
 -  71 % osób w związku przechodziła kryzys w związku
 -  4 % osób w związku owego kryzysu nie przechodziła
 -  pozostałe 25 % się nie przyznaje do tego

Ja niestety jestem w grupie większości i przechodzę ten czas - TERAZ. W takim głupim momencie. Przyszedł sobie z niespodziewanie i nie chce sobie pójść! Beznadzieja.
Od kilku ładnych dni siedzi tylko w naszym związku i sobie z Nas - kpi .!

Czuję, że już mu się nie podobam (Chociaż wcale bym się nie zdziwiła jakby tak powiedział, ciąża zrobiła swoje. Rozstępy. Brzuch.Waga). Czuję, że się oddalamy. Nie mówimy sobie ostatnio słowa "kocham". To słowo przestanie istnieć w Naszym słowniku (Ale nie dla Jasia! Jemu powtarzamy, że Go kochamy. Tylko o sobie zapomnieliśmy.). :(( Nawet nie kochamy się tak często jak kiedyś!
Baaa...! Nawet nie ma 1/3 tego co było kiedyś! :(


Nie wiem co mam o tym myśleć... Ciągle się zastanawiam nad tym. Czy to jest jakiś znak, który ma na celu pokazanie Nam, że nie warto? Czy może to los wystawia na próbę naszą miłość? A może rutyna? Może to jej wina? :/

Obwinić można każdego. Mogę powiedzieć, że to jego wina bo nie dostałam od niego nigdy róży tylko zawsze jakiś prezencik na Walentynki, Dzień Kobiet, Urodziny itp. O tak !! Mogę się z nim jeszcze pokłócić o róże! A raczej o BRAK róży! Jeszcze tylko z tego powodu się nie kłóciliśmy, a czekajcie...
... kłóciliśmy się już o to.

Dzień Kobiet 2013 rok:
- Grzesiek?
- Tak?
- Dlaczego Ty mi nigdy kwiatka nie dałeś? Zwykłego kwiatka. Zamiast tych drogich perfum wolałabym jedną róże. Jedną, jedyną.
- Chciałem Ci kupić coś z czego się ucieszysz. Róża uschnie, a nie da się jej w doniczce trzymać.
- Z takiego zwykłego kwiatka też bym się cieszyła. Jak uschnie to uschnie.

Trzy dni później:
- Mam coś dla ciebie! Kwiatka!
- Naprawdę? Dziękuję!

I wiecie co wyciągnął z zza pleców? Kwiatka! W doniczce! Żeby nie usechł. Chciałam zwykłego kwiatka? To mam. Dostałam od Niego zamiast róży zwykłego kwiatka - w doniczce. Tyle dobrze, że jeszcze nie kaktus!
Ale mniejsza o to...

Teraz przechodzimy taki prawdziwy kryzys. Momentami to zastanawiam się czy nie odejść od G. i zostawić Go w pioruny jasne! Czasami mam naprawdę dość! Wku*wia mnie! Ostatnio nawet bardzo często. Jego teksty, zachowanie. Po prostu wszystko! A do tego Jego humorki czasami są gorsze niż kobiety w ciąży! Nie umiemy się dogadać.

Chociaż i ja nie jestem święta. Wiem, że też potrafię zdenerwować. I wiem, że On to samo może myśleć o mnie.

Ostatnio często błąka wiele myśli po mojej głowie. Mam kilka rozwiązań. Zacznę od najgorszych.

 Rozwiązanie nr. 1: Zostawię Go! Niech zobaczy, że beze mnie jest gorzej!

Taaa... Zatęsknię na pewno i sama wrócę. Chyba, że G. zrobi to pierwszy. A zresztą nie mam zamiaru pozbawić Jasia ojca tylko dlatego, że uciekłam i nie próbowałam niczego naprawić.


 Rozwiązanie nr. 2: Sprowadzę winę na jego stronę! Niech myśli, że ja jestem bezbronny                                               ptaszek!

O tak! A może jeszcze obarczę winą Mamę! Koniec końców to Ona mnie stworzyła. A najlepiej obarczę cały świat! Bo przecież gdyby nie On to by nikt nie istniał i nie było by ludzi, kryzysów. I tak w wieczność mogę wszystkich obwiniać! Ale co mi to da? W tym sęk. NIC!


Rozwiązanie nr. 3: Dajmy sobie przerwę...

Ale mamy dziecko! Nie możemy sobie pozwolić na przerwy! Bycie Mamą czy w przypadku G. - Tatą, też przewiemy? Na chwilę? By wszyscy odpoczęli? Nie da się przecież. Jesteśmy rodziną i musimy się wspierać, a nie w razie problemów - uciekać!


Rozwiązanie nr. 4: TO minie. Tylko porozmawiajmy o TYM co nas złości, denerwuje, niepokoi.

I to chyba najlepsze rozwiązanie. Każdy miewa gorsze dni. Ale warto rozmawiać. Może wtedy wszystkie problemy zniknął? Może chociaż trochę się zmniejszą? Na pewno. I wiecie co? Jutro spróbuję! Porozmawiam z Nim o TYM CZYMŚ.


A Wy jak sobie radziliście w takiej sytuacji? Przeżywaliście ją? Może mi coś doradzicie? :)


Zobacz podobne posty:

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jak poradziliście sobie z kryzysem? (O ile sobie z nim poradziliście)

Mamila pisze...

Jesteśmy na etapie kłócenie - godzenie. Rozmowa! Przede wszystkim. Trzeba dużo rozmawiać o tym co Nas denerwuje, złości, cieszy, zasmuca, daje radość. O wszystkim musimy rozmawiać! :) Niby łatwe. Ale trudne. Teraz odkąd więcej rozmawiamy o Naszych uczuciach - jest lepiej. Najgorzej było zacząć. Później już z górki :) Pozdrawiam :*