UWAGA KONKURS!

Aby wziąść udział w konkursie wystarczy:
1. Polub fanpage: Mamania i Bobas Style.
2. Polub i udostępnij plakat konkursowy.
3. Wysłać zdjęcie konkursowe w wiadomości prywatnej zgodne z tematyką na fanpage: Mamania.
(Zdjęcie + imie dziecka + wiek)



Dzisiaj czeka na Was post o takich "10 TYPACH" z którymi bardziej - nie warto. Ale to nie oznacza, że nie można. Każdy ma swoje obrane typy ludzi. Każdy gustuje w kimś innym. Podane cechy to tylko kilka z WIELU.  Bo przecież wszystkich nie da się wymienić. Każdy ma swoje plusy, jak i minusy.


  • Pan Romantyczny - Kwiatki, pudełeczka, prezenciki. Mnóstwo słodkich słów, komplementów i ta miłość od pierwszego wejrzenia. Miód malina! Ale ile można wytrzymać z takim? A jak się coś popsuje to co wtedy? Serduszko narysuje i się naprawi? :) Ja bym na to nie liczyła.

  • Mamisynek "latawka" - Mama pomyśli, a On już jest. Ja rozumiem, że swoich rodziców trzeba szanować! Ale wyobraź sobie mężczyzno, że jak masz żonę to możesz poświęcić jej swoje "pantofelkowe" życie. Skoro musisz być taką "latawką" - to chociaż koło żony polataj. A może pora się usamodzielnić? Hmmm... ?
  • Ru*hacz pierwsza klasa - Takich Panów odesłać do burdelu. Skoro zależy im tylko na jednym i nie potrafią nic innego. A co! Niech się edukuje w swojej dziedzinie życia. Przecież to jest pewne, że taki koleś nie wytrzyma przy jednej kobiecie. Musi mieć kilka. To jego takie "MUST BE".



  • Picuś-Glancuś - To taki Pan u którego można na podłodze jeść bez talerzy. Prasowanie bielizny i skarpet? To nie dla mnie. Lubię jak jest czysto, ale bez przesady... Nie będę latać z białą rękawiczką po domu. Jak zobaczę okruszek to nie lecę od razu po mopa. Nie mam zamiaru polerować mebli 10 razy dziennie. Ale są plusy... Nie musisz sprzątać bo ledwo nie położysz, a już będzie sprzątnięte to "COŚ".
  • Psycho-Zazdrośnik - Facebook, skype, poczta, telefon, instagram - jedno wielkie skanowanie :) Trochę więcej zaufania do Nas Panowie! Zwykła rozmowa z kolegą ze szkoły lub pracy to jeszcze nic takiego! Może mi jeszcze powiecie, że zwykły uścisk DŁONI zaliczany jest do zdrady?
  • Dusigrosz, pie*dolony materialista - Unikać! Z dala. Ten "Pan" nie jest godzien. On ma żonę! Nazywa się: "Karta Kredytowa". Ona dla niego jest najważniejsza. Tylko Ją kocha. Wiecie z czym mi się tacy ludzie kojarzą? Jak nie to może i lepiej :) Zdrowia, szczęścia, pomyślności.
  • Pan Piwko, Wódeczka-Alkoholik - Coraz częściej spotykani. No i te teksty w stylu: Wypije sobie jedno piwko, lub dwa. Ewentualnie osiem. Cieszę się, że G. nie lubi pić alkoholu. Że pije go tylko okazjonalnie. Inaczej było by źle. Ale jeszcze nie wiem czy ze mną czy z Nim :)



  • Damski-Bokser - Jakbym zobaczyła, że facet bije kobietę, to bym mu chyba na łeb nasrała (za przeproszeniem). Jak można bić kogoś słabszego fizycznie? Niech się zmierzy z kimś silniejszym! To dopiero będzie wyzwanie. A swoją drogie Panie... Uderzył Cię? Wiej! Już. Uderzył raz? Uderzy drugi! Słowa tego Pana nie są warte. Dobrze Wam radze.
  • Ideał (tylko z wyglądu)- Włosy na żel, klata do przodu, pupa do tyłu i jedzieeee... Do tego 1 godzina w łazience. Godzina, ale więcej od Ciebie. Przelicz sobie! Wizyta u fryzjera dwa razy w miesiącu. Obowiązkiem jest również Selfie na Facebook'a. Widząc takich ludzi zastanawiam się czy to nie Gej. Bez obrazy. Ale facet ma być facetem, a nie lalką barbi. Można go również porównać do buraka cukrowego - słodki, ale ciągle burak!



  • Pan NORMALNY - Uwaga!!! Gatunek ku wyginięciu. Znajdziesz, złapiesz, poderwiesz to już nie wypuszczaj. Po prostu bądź sobą! To wystarczy. Jeśli jest normalny to to doceni... A jeśli nie to szukaj dalej.

Ale Ej! Uwaga! Są jeszcze Faceci MIX i nawet powiem, że to chyba najlepszy taki. I śrubkę przykręci, troszkę "zaczaruje" Nas, ale w miarę odpowiedni czas i "odczaruje". Potrafi być czasami zazdrosny, ale Nam wierzy. Rozśmieszy, gdy mamy zły humor, a gdy dobry - to odwrotnie. Ale On jest też taki WARTY SIEBIE. Warto spróbować.

A może Ty dodasz jakiś "TYP MĘŻCZYZNY" - którego NIE wymieniłam? Śmiało! :D
Odparzenia powstają zazwyczaj wtedy, kiedy w pieluszce jest za ciepło i za wilgotno. A to jak szybko powstają zależy od skóry niemowlaka. U Jasia dzieje się to bardzo szybko. Ma On po prostu wrażliwą skórę.

Do tej pory pamiętam Jego pierwsze odparzenie. Jaś jest moim pierwszym dzieckiem, więc na początku trochę przesadnie się martwiłam. O WSZYSTKO! Teraz jednak patrze na TO troszkę z przymrużonym okiem. Co nie znaczy, że to olewam.



Kiedy po raz pierwszy u Jasia zauważyłam czerwoną pupcie przestraszyłam się. Nie wiedziałam dlaczego jego pupa jest taka czerwona. Szybko jednak zorientowałam się, że to może być odparzenie. No, ale skąd się wzięło? Wilgoć i ciepło coś Wam mówi? Mi tak.

Zaczęłam szukać na internecie co zrobić. Jak szybko wyleczyć, ale każdy mówił co innego. Więc co robić? Czym w takim razie smarować pupę, żeby trochę mu ulżyć? Był marudny, więc musiało Go piec. 
Dziś mam kilka sposobów na takie odparzenia. Stosuje to, bo wiem, że zadziała nawet przy tak delikatnej skórze. 
Na pierwszym miejscu jest: 
  • Alantan Plus - Bezbarwny, SKUTECZNY od razu! Po pierwszym posmarowaniu już widać było poprawę! I to znaczną poprawę. A co najlepsze? Nie to, że tani (niecałe 10 zł.), skuteczny, to jeszcze chroni. Wcześniej odparzenia były często, a teraz? Rzadko. Bardzo rzadko.

Możecie również spróbować innych specyfików :) Ja też już ich próbowałam:
 

  • Maść Tormentiol (ok. 8,69 zł.) - Poradziła mi ją farmaceutka. Dla jednych pomaga, dla drugich nie. Jak dla Jasia to jest dobra. Ale ma minus. Brudzi na brązowo.
  • Maść Bepanthen (ok. 29,50 zł.) - Może nie należy do tych takich najtańszych maści, ale mogę powiedzieć, że jest skuteczna. Można ją stosować również do ran, ponieważ ma właściwości regenerujące. Jestem z niej naprawdę zadowolona.
  • Sudokrem (ok. 18,33 zł.) - Był dobry. Pomagał. Ale z czasem tak jakby... przestał działać.
  • Mąka ziemniaczana - Bardzo dobra. Na pewno lepsza od tych wszystkich sztucznych pudrów. A przede wszystkim: TANIA i  NATURALNA. Należy jednak nie przesadzać z ilością na jeden raz. W końcu nie robimy ciasta na pyzy. Wystarczy delikatnie posypać :)
Dodam, że przy każdej zmianie pieluszki w czasie kiedy miał odparzenie przemywałam go wodą. Dopiero po dokładnym osuszeniu skóry ręczniczkiem posypywałam mąką, lub nakładałam krem.



Wszystkie oczywiście wyżej wymienione sposoby na odparzenia są MOIMI sposobami, więc nie odpowiadam za to czy podziałają na Waszych dzieciaczkach. Aczkolwiek mogę Wam powiedzieć, że warto spróbować :)

A Wy jakie macie sposoby na czerwoną pupcie?

Tak bardzo popularny film. Pierwszy raz w Polsce pokazał się w kinach w walentynki tzn. 14 lutego 2015 roku.
Ale nie o to mi chodzi. Nie mam zamiaru tutaj opisywać całego filmu. Każdy przecież może sobie napisać do wujka google, a On już Nam wszystko powie.

I o to się rozchodzi. O TO WSZYSTKO! Głównie o krytykę ludzi.



Przed premierą filmu PRAWIE wszyscy rozmawiali o TYM. Aż normalnie słuchać się nie chciało... Ciągle tylko Grey, Grey i Grey. Miałam dość. Wszyscy tak zachwali film. W kinach brakowało miejsca na pierwsze terminy. Żeby obejrzeć trzeba było bilety dużo wcześniej rezerwować. Przynajmniej u mnie tak było.



A po premierze...?

Jedna wielka krytyka. Każdy ma swoją opinię, nie będę jej podważać, ale niektóre same nalegają by je krytykować. Np.:

"Książka jest ok.Opisane sceny wprowadzają emocje, aż chce się czytać. Wszystko jest dokładnie opisane co, jak i gdzie. A film? Kompletne dno. Żadnych przybliżonych scen erotycznych. Tylko gadają."

-MOIM zdaniem nie tylko gadają. Były pokazane fajne sceny. Wiadomo, że książka jest dokładniejsza i ciekawsza. Film MOIM zdaniem był warty obejrzenia. To, że nie było scen erotycznych, które były przybliżone cm lub dwa od ciała to nie znaczy, że film BEE. Jeśli ktoś myślał, że aktorzy w tym filmie będą robić za gwiazdę porno to się pomylili.
A jeśli ktoś chce zobaczyć sceny erotyczne w przybliżeniu z dokładnością do cala proszony jest o udanie się na stronę gdzie takie filmiki są dostępne. Na RedTube lub tym podobne.

Tyle jeśli chodzi o komentarz do tej wypowiedzi.

Myślę, że każdy ma inny gust co do filmów. Niektórzy wolą filmy romantyczne, dramaty lub komedie. Inni horrory. Pomimo, że wcześniej miałam niechęć do zobaczenia tego filmu przez tak dużą  "gadaninę" -obejrzałam Go. W domu na PC. Podobał mi się. Nie był z tych najgorszych, chociaż i do najlepszych go nie zaliczę. Był fajny, ciekawy, INNY -niż wszystkie, które dotąd obejrzałam. :)



Zapraszam do przeczytania książki... Wszystkich części :)


"Zabicie czegoś co nigdy nie istniało, nie może być zabójstwem." - Jedno zdanie, kilka słów, a wzbudziło we mnie ogromną furię, wielkie oburzenie.No ku*wa jego mać!



Przecież to JEST zabójstwo! MOIM ZDANIEM to "coś" już istniało. Przecież zostało poczęte. Serce biło - czyli już żyło! Czy nienarodzone dzieci nie są dziećmi? Są! Tylko jeszcze nie weszły do tego dziwnego świata. Nie narodziły się.

A wiecie dlaczego? Bo ktoś (czyt. przyszła-niedoszła potencjalna "mama") na to nie pozwolił!


Jak można zabić dziecko? I to jeszcze swoje dziecko! Jak można - ja się pytam. Kto Nam dał prawo decydowania i zabijania jak się komu chce... A raczej jak się nie chce. Nie chce się mieć kogoś najbliższego. Swojego drugiego małego serduszka. Czy zabicie dziecka może dać więcej szczęścia niż go posiadanie?
- Nie sądzę.
Aborcję nie uważam za słuszną w żadnym przypadku... Toleruję ją jednak w trzech (chociaż sama osobiście w żadnym bym się nie zdecydowała tego zrobić):

1. Gwałt. - Nie chciałaś tego. Nie zabezpieczyłaś się bo niby jak? Dziecko przypominało by Ci tylko ból i cierpienie. Rozumiem, ale możesz oddać Je do domu dziecka, lub "okienka życia". Ono dostanie szansę by żyć, a ty nie będziesz musiała go zabijać! Przemyśl TO!

2. Kiedy ciąża zagraża życiu matki. - Poświęciłabym się, mimo wszystko... Ale to już TWÓJ WYBÓR.

3. Kiedy dziecko jest poważnie chore, na tyle by nie mogło samo NIGDY decydować o sobie, ani się poruszać i wymagało by całodobowej opieki od urodzenia do śmierci. Chodzi mi o taką przykładową "roślinkę". - Rozumiem, bywa, że to jest dobre rozwiązanie dla dziecka. Ono by tylko cierpiało.

Ale to jest MOJE zdanie. Każdy ma inne. Jednak nie daj Boże jakbym spotkała na swojej drodze kobietę, która puszcza się na prawo i lewo, bzyka w każdych krzakach po drodze, a później ZABIJA swoje dziecko - "BO GO NIE CHCIAŁA". Bieda z nią by była.

Załóżmy, że jesteś w ciąży. Nie chcesz dziecka, a wcześniej zapomniałaś o antykoncepcji... Jesteś za młoda, masz prace której nie chcesz stracić, liczy się dla ciebie tylko interes i pieniądze. A MOŻE w drugą stronę? Masz już dzieci - nie stać Cię na kolejne. W obu przypadkach jest rozwiązanie...



Tak wiele małżeństw chce mieć dziecko, a nie może... Daj szanse im na szczęśliwą rodzinę, a dziecku na ŻYCIE...!Oddaj Je komuś kto o nie zadba. Komuś nie przypadkowemu, ale komuś kto pokocha, wychowa, nauczy miłości. Odda mu całe swoje serce! To nie musisz być TY! MATKA- nie osoba, która tylko urodziła, ale i co wychowała.

Ja NIGDY bym nie usunęła dziecka. Nawet mi to nigdy na myśl nie przyszło. Życie to nie klawiatura na której można wcisnąć DELETE i już. Usunięto! Ja pie*dole. Na samą myśl mnie ściska w środku. Jak tak można? Gdybym miała kogoś zabić to już bym wolała SIEBIE. Takie moje małe zdanie na ten temat. Ale cóż, każdy ma swoje...


Zastanów się przed wynajęciem mieszkania kogoś z rodziny! Nie raz, nie dwa, a milion razy zastanów się zanim wynajmiesz. Uwierz! Wiem co piszę!


Pewnie doczytaliście się we wcześniejszych postach, że wynajmujemy mieszkanko. Siostra G. kiedyś tu mieszkała, ale wyprowadziła się do swojego chłopa razem z dziećmi. Aby mieszkanie nie stało puste - wynajęła je Nam.

Już kiedy byłam w ciąży G. dogadał się z siostrą, że wynajmiemy je od Niej. Stwierdziliśmy, że fajnie będzie jeśli będziemy mieszkali tylko we trójkę. Myśleliśmy, że to super rozwiązanie (puki nie mamy swoje własnego domu, a taki jest w planach). Tydzień po urodzeniu Jasia -przeprowadziliśmy się. Nie chcieliśmy, żeby ktoś się wtrącał do NASZEGO życia, problemów. A jednak i tak się ktoś wtrąca!

Tym "KIMŚ" jest siostra G. - Maryśka.

Wiem, że ze znalezieniem czegoś niedrogiego do wynajęcia w mieście jest trudno. A tym bardziej jeśli chodzi o mieszkanie z dziećmi. Jestem wiec jej za to bardzo wdzięczna, ale... 
... ale to, że wynajmuje Nam mieszkanie nie znaczy, że ma przyjeżdżać tu co tydzień, lub co dwa tygodnie i sprawdzać co mam w garnku, i czy w domu posprzątane! Czepia się o wszystko! Jak szklanka stoi w pokoju to już się krzywo patrzy.

Płacimy jej za wynajem. Rachunki opłacamy. Dbamy o dom.

Sory bardzo, ale skoro wynajmujemy i płacimy za to, to chyba należy Nam się trochę prywatności?! Przynajmniej ja tak uważam. Płacimy jej wystarczająco więc chyba powinna sobie darować to ciągłe nękanie Nas. Nie potrzebujemy takiego SANEPIDU w domu! Wynajmujemy, płacimy więc nawet jakbyśmy za przeproszeniem "nasrali na środku pokoju" to ją to w ogóle nie powinno obchodzić!

Dodam jeszcze, że przez JEJ ciągłe wizyty tylko kłócimy się z G. O WSZYSTKO, chociaż tak naprawdę to o NIC. Chce dość tego koszmaru! CHCE MIEĆ SWÓJ WŁASNY DOM!! Mam dość tej "kochanej siostrzyczki" G.

Jeśli macie zamiar wynajmować od kogoś z rodziny mieszkanie to naprawdę poważnie się zastanówcie! Nie zróbcie takiego błędu jaki ja zrobiłam w dniu przeprowadzki tu! :) Mam nadzieję, że komuś pomogłam... :)

______________________________________________

 
Dziewczynka 6 miesięczna i chłopczyk 8 miesięczny. Takie małe słodziaki. Tylko ściskać i całować. Grzeczniutkie, uśmiechnięte, troszeczkę wredne, ale kochane!

Niedawno zarzekałam się, że NIGDY nie będę pilnować dwójki dzieci jednocześnie w tak krótkim odstępie czasu. Taaaa... Zarzekała się żaba, że do wody nie wskoczy ;) A jednak! Wskoczyła.

Myślałam, że pilnowanie dwójki to o wiele gorsza sprawa... Że będzie wiecznie krzyk i płacz. Jak nie jedno - to drugie. Że w domu nie będę mogła nic zrobić. Że będę musiała wylądować na sucharkach, bo gotować czasu nie będzie.

A tu proszę... Jest o wiele lepiej. Dzieciaki śpią o tej samej porze (PRAWIE). Są grzeczne. Nie marudzą. Oby tylko były wyspane, przebrane, najedzone. Nic więcej nie potrzebują. No chyba, że zabawek... Ale i tego mają pod dostatkiem.


Jedyny problem to, że zawsze podoba im się ta sama zabawka :) Jak jedno weźmie to zaraz drugie ją chce! Ale to chyba cecha dzieci. Bynajmniej tych dzieci: Jasia i Mai. :*

A byłabym zapomniała Wam o czymś powiedzieć! Jaś jest małym zazdrośnikiem ;) 


Za każdym razem kiedy brałam Maję, żeby chwilę potrzymać, przebrać, nakarmić, położyć spać - był przy moich nogach. Nagle nauczył się raczkować i chociaż średnio mu to na początku wychodziło (teraz śmiga jak szalony) dał radę "przyklapotać"  się do mnie :) A ze wstawaniem jeśli ma się czego złapać - nie ma problemu.

Ale i na to rozwiązanie znalazłam... Kiedy woziłam Majeczkę w wózku, to na rękach miałam drugiego dzieciaczka ;) Jasiaaa! :* 

Pilnując miałam czas na kawę, blog, kanapkę, porządki.
Na wszystko! Na wszystko co chciałam zrobić.

Szczerze powiem, że po tym "doświadczeniu" mogę głośno powiedzieć, że MOIM zdaniem łatwiej jest wychować dwójkę. Dzieci się mogą razem bawić. Oczywiście pomijając wszystkie zakupy - bo to chyba każdemu łatwiej jest robić bez dzieci :)
______________________________________________
 Aparat w ruch iii:
Ja: Dzieciaki? Halo? Tutaj :) Wiecie, że wylądujecie na blogu? :)
Siostra: No to EJ! Majka! Uśmiechnij się :*

#TakaSytuacja :)