Kupujemy dom.

Nie taki dla lalek, z pierników czy lodu - ale taki prawdziwy. Z cegły. Nareszcie. Nareszcie będziemy mieli swój własny dom, ogródek, podwórko, psa i kota (ewentualnie kilka)! :) A i mam kolejny plus! Będę mogła go sobie umeblować jak tylko chce!


Jaram się? Może trochę.
Co ja gadam? Trochę? Bardzo. Bardziej niż pies na widok kiełbasy. Byłam w ciąży jak zaczęliśmy szukać z zamiarem kupna iii? Do tej pory DUPA. Wielkimi literami pisana. I to nie dlatego, że domów na sprzedaż nie ma, bo są! Jest ich mnóstwo. Z czego 1/3 domów jest nieogłoszona, kolejna 1/3 jest z wygórowaną ceną, a ta pozostała jest już nie do zamieszkania. Do tego dochodzą wymagania. A każdemu ciężko dogodzić. Zwłaszcza G.

Jeszcze niecałe 3 miesiące temu mieliśmy kupować inny dom, ale właściciel go sprzedał komuś innemu. Tydzień przed powrotem G. A po jego powrocie chcieliśmy podpisać umowę :( Troszkę właściciel był nie ok.

A tu pojechaliśmy zobaczyć dom, pooglądać w środku i od razu umowę wstępną podpisaliśmy. Wystarczyło tylko pójść do notariusza i już :O



Cieszę się. Jak pomyśle o tym, że się wyprowadzamy i w końcu będę mogła powiedzieć tej Maryśce (siostra G. i właścicielka mieszkania pisałam o tym [Tutaj]) co o niej myślę bez żadnych pohamowań... Ona chyba padnie. Z wrażenia. I dobrze. Podwójna radość. G. też jej nie lubi, pomimo, że to jest jednak jego siostra. I gdzieś będę miała to co zrobi. My już nie będziemy od niej zależni.

Mam nadzieję, że posłużycie mi swoimi radami i pomożecie mi skutecznie dobrać kolory, meble i resztę? O wszystko będę Was pytać na bieżąco. A po wszystkim zapraszam na kawę i ciasteczko :)


Ps: Z tych wszystkich plusów zapomniałam Wam powiedzieć o minusie... Jest duży. Bardzo. Ciągle się zastanawiam kto go będzie sprzątał :) OOo wiem! Zapytam się o to G. :D



Zobacz podobne posty:

Brak komentarzy: