Ohhh tak. Nigdy tego nikomu nie mówiłam, ale zawsze "marzyłam" o spaniu na łóżku na małych grudkach (czyt. ZIEMIĄ!). Tak, tak. Dobrze czytacie. Zawsze o tym "marzyłam", żeby obudzić się cała w ziemi... Ziemia prawie wszędzie. Łóżko, pościel, moje ciało, podłoga obok łóżka w ziemi! Wszędzie tylko nie w jednym miejscu. Nie było jej w doniczce.

Jaś tego ranka postanowił mi zrobić ziemny okład. Wstał wcześniej niż ja, a ja (O DZIWO!!) się nie obudziłam. No i się stało. Jaś spełnił moje marzenie... Ja nieświadomie kiedy poczułam coś dziwnego obudziłam się i dostałam szoku! Patrze na łóżko, pościel, Jasia, podłogę, a co widzę? Ziemię! Wszędzie.
Aj sorki, nie było jej wszędzie. Doniczka była pusta. Jeszcze dłużej bym pospała to zobaczyłabym jak kwiatek wyrasta mi na łóżku.

Pytanie skąd się wziął kwiatek? A no bo mamusi Jasia zachciało się kwiatków i masz Ci los.
Już się odechciało. Już jest po kwiatku... Nidy więcej nie wpadnę na pomysł, żeby mieć obok łóżka kwiatki. Yhh.

Wracając do tematu spania z dzieckiem... Jaś śpi w swoim łóżeczku, ale w nocy lub nad ranem przychodzi na łóżko i dalej idzie spać.

(Jak jest G. to przychodzi tylko rano, a czasami to wcale).

Za każdym razem rano budzę się minutkę lub dwie przed Nim. Patrzę się na Niego chwilkę leżąc - On wstaje i zaczyna się impreza.

Tu ugryzie, tu szczypnie, tam pociuma. Uszy, nos, oczy = miejsce dla niego warte sprawdzenia.  Włosów też nie oszczędzi.Te co jeszcze nie wypadły a według Niego to chyba powinny to wyrywa :) Uwielbia dmuchać w rękę :) Lubi ten odgłos :) Wszystko oczywiście w miarę rozsądku, bo jak powiem "Nie wolno!" to przestaje.
Niby mały, ale czai troszkę... :D

Wszystko ma swoje plusy i minusy.
Ale szczerze Wam powiem, że właśnie dzięki takim porankom staje się lepszy cały dzień! (Nie wliczając kwiatka - wtedy nie było już do śmiechu, mój ulubiony kwiatek [*] ).
A Wy śpicie z maluchami czy nie? Jak wyglądają wasze poranki?
Witajcie!

Dzisiejszy post chciałabym zadedykować mamusiom, które spodziewają się dzidziusia bądź też już go mają. Będzie On o laktatorze "BASIC", wkładkach laktacyjnych i podkładach poporodowych - marki Canpol Babies.


Kiedy urodziłam Jasia miałam bardzo dużo pokarmu czyli tzw. jego nawał. Laktator był niezbędny w tym wszystkim. Ale polecam zakup laktatora wszystkim mamom, które nie tylko mają nawał pokarmu, ale także tym, które czasami muszą zostawić maluszka pod inną opieką.

Jaś był moim pierwszym dzieckiem więc nie miałam bladego pojęcia jaki mam wybrać, czasu też nie miałam, żeby siedzieć na forach i czytać wady zalety każdego po kolei. Kupiłam więc w aptece - był tylko jeden więc wyboru nie miałam.

Po miesiącu kupiłam inny, więc chyba nie muszę pisać, że tamten okazał się ładnie mówiąc niefajny.
Mój drugi zakup również był nieudany. Jego siła ciągnięcia była nijaka - przy naciskaniu piersi więcej leciało pokarmu niż przy jego "sile". Jeśli chodzi o czyszczenie to też był problem. Straciłam nadzieję, że znajdzie się ten, który podoła moim wymaganiom.

Całkiem niedawno dostałam paczkę do testowania od firmy Canpol babies dzięki akcji blogosfera, ale o tym co i jak czytajcie [TUTAJ].

W paczuszce znalazł się laktator "BASIC", wkładki laktacyjne i podkłady poporodowe.

Pierwsze za co się zabrałam był oczywiście laktator. Byłam bardzo ciekawa czy jest tak dobry jak o Nim mówią, jak odciąga pokarm i czy jest łatwy w utrzymaniu czystości, bo przecież higiena przy karmieniu jest najważniejsza. A używać niedomytego laktatora to tak, jakby jeść z brudnych sztućców.



Teraz (po prawie miesiącu testowania) wiem, że laktator "BASIC" spełnia WSZYSTKIE moje wymagania. Dopiero teraz mogę opisać wszystkie jego "wady" i zalety :)



Laktator "BASIC" - Canpol Babies:



  • Wygodny w użyciu (ma ergonomiczny uchwyt!).
  • Mały i lekki, a co z tym idzie - podręczny.
  • Do użycia go potrzebna jest tylko jedna ręka i odciąganie pokarmu nie wymaga wysiłku.
  • Silikonowa nakładka masująca sprawia, że odciąganie staje się delikatniejsze  (szczelnie przylega do piersi co ułatwia odciąganie)
  • Bardzo łatwy w montażu jak i demontażu.
  • Jego konstrukcja sprawia, że mycie jest łatwe w porównaniu do innych.
  • Pasuje do wąskich jak i szerokich butelek.
  • Jest cichy, dzięki temu można nawet odciągać pokarm podczas gdy maluszek śpi.
  • Do zestawu dołączony jest pokrowiec na laktator.
  • Jedyną "wadą" jego jest to, że UZALEŻNIA :) Ściąganie pokarmu jest tak łatwe i komfortowe, że aż chce się Go używać :) I to jest wielki plus: Komfort :D


    Wkładki laktacyjne - Canpol Babies:

    I tu moje wielkie zaskoczenie po otwarciu. Są pakowane po dwie sztuki w foliowe woreczki. Super :) No, ale przejdźmy do bardziej istotnej kwestii przy wyborze czyli do chłonności.
    Jak dla mnie? Gdybym miała przydzielić chłonność w gwiazdkach dałabym im 5/5 :) Są naprawdę bardzo chłonne i komfortowe! Nie odznaczają się na bluzce, a nawet powiem, że przez bluzkę nie widoczne :D

    Składają się z trzech warstw: warstwy chroniącej przed przeciekaniem, warstwy izolującej wilgoć oraz warstwy oddychającej. Każda wkładka posiada również w składzie wkład pochłaniający wilgoć - który uchroni Nas przed przecieknięciem pokarmu na bluzkę.

    Posiadają pasek samoprzylepny, który pozwala pozostać wkładce na swoim miejscu i zapobiega przemieszczaniu się jej po całej bluzce (taki miałam problem przy innych wkładkach - były wszędzie tylko nie tam gdzie powinny). Delikatne nawet przy bardzo wrażliwych lub podrażnionych piersiach.

    Podkłady poporodowe - Canpol Babies:

    Szczerze muszę przyznać, że nie miałam okazji ich przetestować. Mam nadzieję, że Jasiu nie zostanie jedynakiem, a ja będę miała okazję przetestować podkłady poporodowe marki Canpol :)
    Jedynie co mogę Wam o nich powiedzieć to to, że słyszałam o nich bardzo dużo, a ani jedna mamusia nie wyraziła się o nich źle - więc coś tu jest na rzeczy :) Zresztą sam kształt już mi mówi, że muszą być wygodne i dyskretne.
    Mają również  oddychającą warstwę zewnętrzną co pozwoli na szybsze gojenie się ran :)

    Ps. Jestem ciekawa jak sprawdziły by się pampersy marki Canpol Babies. Szczerze to nie słyszałam, żeby takie były. A Wy?

    Za każdym razem kiedy się pokłócę z G. (za KAŻDYM razem!)  zastanawiam się jakby to było jakbym była z kimś innym, na przykład moim byłym. Zastanawiam się czy lepiej było mi by się dogadać z Konradem (K.) czy wręcz przeciwnie jeszcze gorzej. Jaki byłby w stosunku do Jasia i jakim byłby tatą.


    Czy moje uczucia do G. się "wypalają"? Czy w ogóle jakieś uczucia się mogą "wypalać"?

    Ja ciągle go kocham więc co jest grane? Czemu tak się dzieje? :( Nie potrafię tego wytłumaczyć - nie umiem.

    G. jest bardzo wspaniałym ojcem dla Jasia. Natomiast jeśli chodzi o partnerstwo to zupełnie na odwrót. Chociaż nie zawsze. Kiedyś był inny. Nie mieliśmy tematów tabu, bardzo dobrze się dogadywaliśmy i rozumieliśmy. Teraz też czasami jest extra, ale czasami mam ochotę mu tak łopatą przyłożyć, aż nie będzie dał rady wstać - potem zakopać w ogródku :D . Ostatnio to nawet bardzo często mam taką ochotę. Kiedyś nawet nie myślałam o TYM.

    Przy każdej kłótni zastanawiam się jakby to było gdybym była z K. Czy byłabym z Nim szczęśliwsza? Czy może zastanawiałabym gdybym była z K. jak by to było z G.? A może stara miłość nie rdzewieje? Kurde. Ale jaka miłość. Ja już nie kocham K.


    Kocham G. Kiedy jest obok czuje się bezpiecznie. Wiem, że mogę na Niego liczyć.
    Ale kiedy widzę na ulicy lub w sklepie K. to też nie mogę przejść obojętnie koło niego... Po prostu nie mogę. Za każdym razem czuję takie dziwne uczucie. Nie wiem jakie. Może ponownie się nim zauroczyłam, a może to tęsknota za tym co było? Nie wiem. Wiem, że to nie jest miłość, bo kocham tylko Jasia i G.

    Najgorsze w tym skrzyżowaniu życia jest to, że nie stoją tu żadne drogowskazy. Decydować muszę SAMA. Nie ma podpowiedzi. Wiem tylko, że na jednym końcu drogi jest piękna przyszłość, a na drugim kompletne ZERO.

    A może to moja wina, bo miałam zbyt wysokie oczekiwania?